Przygody rodziny Ratonów Aventures de la famille Raton
XV
Cóż, nie zaskoczę nikogo, mówiąc, że wszystko to skończyło się w atmosferze absolutnego szczęścia, pośród wspaniałego otoczenia, ku pełnej satysfakcji wzroku, słuchu, węchu a nawet smaku. Oczy podziwiały najpiękniejsze pod niebem Orientu1 miejsca. Uszy wypełniały się dźwiękami rajskich łagodnych melodii. Nos wdychał upajające zapachy wydzielane przez miliardy kwiatów. Usta rozkoszowały się powietrzem przepełnionym zapachem najwspanialszych owoców.
Cała szczęśliwa rodzina była w takim stanie upojenia, że nawet sam Raton nie czuł już swojej podagry! Był zdrowy i wysłał do diabła swoją nieszczęsną kulę!
– Jak to, kochanie! – wykrzyknęła diuczessa Ratonna. – Nie masz już podagry?!
– Nie mam! – odpowiedział Raton. – Pozbyłem się jej.
– I ty będziesz mógł przyłączyć się do ludzkości!
– Ojcze! – zawoła księżniczka Ratina.
– Ach! Panie Ratonie! – dorzucili Rata i Ratana, cali szczęśliwi.
Nadeszła także wróżka Firmenta, mówiąc:
– Oczywiście, Ratonie, teraz tylko od pana zależy, czy stanie się pan człowiekiem. Jeśli tak, możesz…
– Zostać człowiekiem, pani wróżko?
– Ależ tak! – przytaknęła pani Ratonna. – Mężczyzną i diukiem, tak jak ja kobietą i diuczessą!
– Na boga, nie! – odrzekł nasz filozof. – Jestem szczurem i pozostanę nim. Moim zdaniem jest to wskazane i, jak mówił lub powie poeta Menander,2 lepiej być psem, koniem, wołem lub osłem niż człowiekiem, czy wam się to podoba, czy nie!