Híjj-Zutty

V

Jakaż pogoda Frritt i Flakków! Dzwony Św. Filfireny rozdzwoniły się od silnego podmuchu. To zły znak. Ba! Doktor nie należy do zabobonnych. Nie wierzy zresztą w nic, nawet w swoją wiedzę. Wyznaje tylko pieniądz, i to co go przynosi.

Doktor i staruszka szli wzdłuż małych bagien nadmorskich. Morze jest białe o bieli sinobladej jak biały żałobny całun. Skrzy się jakby unoszone na wierzchołku fosforyzującej fali, na której są świecące naczynia.

Szli ku wzniesieniu, aż do zakrętu drogi, pomiędzy falistymi wydmami które utrudniały przejście. Pies zbliżył się do swego pana i jakby chciał powiedzieć: “Ha! Sto dwadzieścia frecerów do ulokowania w kuferku! To w ten sposób robi się majątek. Pielęgnujmy więc bogatych chorych i dbajmy o nich wedle zasobności ich kiesy”.

W tym momencie staruszka zatrzymała się. Trzęsącą się ręką wskazała w ciemności niewyraźną, czerwoną, mglistą światłość. To był dom Vorta Kartifa, szklarza.

– To tutaj? – spytał doktor.

– Tak – odpowiedziała staruszka.

Pies Hurzof zawył.

Nagle Vanglor wybuchnął. Wielkie ogniste snopy i sadzowate płomienie wzniosły się aż do nieba, przebijając gęste warstwy chmur. Doktor został rzucony na ziemię. Począł się żarliwie modlić. Rozejrzał się wkoło. Staruszka zniknęła. Czyżby pochłonęła ją ziemia lub odfrunęła w przestworza? Tylko pies stał wiernie na tylnych łapach z otwartym pyskiem i zgasłą latarką.

– Idźmy dalej – szepnął doktor.

Телеграмма

Отправная станция: Всемирная паутина · Место назначения: борт «Наутилуса»

0 слово · тариф: 0 крейцер (точки заменяются на СТОП)