Przygody rodziny Ratonów Aventures de la famille Raton
XIV
Komnata księcia Ratina i księżniczki Ratiny była z pewnością jedną z najpiękniejszych w całym pałacu. Czyż książę nie traktował jej jak, będącej w jego posiadaniu, szkatułki z bezcenną biżuterią? Na próżno próbowałbym ją opisać. Choć wyobrazicie ją sobie tak wspaniałą, jak tylko potraficie, moje drogie dzieci, to i tak jeszcze nie będzie odpowiadało to rzeczywistości.
Właśnie do tej komnaty, po zakończeniu uroczystości, przyprowadzona została z wielką pompą młoda para. Diuk i diuczessa Ratonna towarzyszyli im wraz z wróżką Firmentą, która, chroniąc ich miłość, nie chciała opuścić młodzieńca i dziewczyny. Nie mieli oni już przecież powodu, aby bać się księcia Kissadora, czy też czarnoksiężnika Gardafoura, gdyż nie widziano ich nigdy w tym kraju. Byli przecież zabezpieczeni przed ich atakami… Lecz mimo wszystko wróżka odczuwała pewien niepokój, jakieś tajemnicze przeczucie. Na czym to opierała? Trudno byłoby jej to wyjaśnić.
Nie trzeba dodawać, że była tam Ratana, która ofiarowała swoje usługi młodej pani, jak również dom Rata, który nie opuszczał już swojej żony. Był również kuzyn Raté, mimo że w tamtej chwili widok tej, którą zawsze kochał, łamał mu serce.
Tymczasem wcześniej, przez nikogo nie zauważone, wtargnęły do komnaty dwie tajemnicze osoby. Właśnie ten fakt wywołał u wróżki Firmenty to szczególne przeczucie. Jednak moc, którą posiadała, nie pozwalała jej patrzeć poprzez mury, który to dar posiadają jedynie geniusze najwyższej klasy.
Tymi osobami, jak się pewnie sami domyślacie, byli książę Kissador i czarnoksiężnik Gardafour.
Tak wyglądała ich rozmowa:
– Wiesz dobrze, co mi obiecałeś, Gardafourze!
– Tak, drogi książę, i tym razem nic mnie nie powstrzyma od uprowadzenia Ratiny. Będziesz pomszczony.
– Liczę na ciebie. A kiedy wreszcie zostanie ona księżną Kissador, wierzę, że nie będzie miała czego żałować!
Jak widać, zarozumialec miał ciągle wspaniałą opinię o swojej osobie. Posiadał naturę człowieka niepoprawnego.
– Takie jest również moje zdanie – odpowiedział lizus Gardafour.
– Jesteś pewny, że dzisiaj ci się uda? – upewniał się namolnie książę.
– Przysięgam! – odparł Gardafour, patrząc na zegarek. – Za trzy minuty upłynie okres, podczas którego byłem za karę pozbawiony czarnoksięskiej mocy. Za trzy minuty moja różdżka odzyska moc równą mocy wróżki Firmenty, lecz zupełnie innego rodzaju. Jeżeli Firmenta była w stanie wynieść członków rodziny Ratona do rangi ludzi, ja spowoduję ich upadek do rangi najbardziej prymitywnych zwierząt!
– Dobrze Gardafourze, ufam, że zamienisz je w bydlęta!…
– Jestem do usług, mój książę!
– Lecz wymagam, Gardafourze, by Ratina i Ratin ani na moment nie pozostawali sam na sam w tym pokoju!…
– Nie zostaną, jeśli odzyskam całą moc przed ich przybyciem!
– Ile czasu jeszcze potrzeba?
– Dwie minuty!
– Dwie minuty!… Lecz chyba wchodzą po schodach!…
– Szybko, książę, schowaj się! – zawołał Gardafour. – Ja idę ukryć się do gabinetu i pojawię się, kiedy nadejdzie czas. Ty, panie, stań za tymi głównymi drzwiami i nie otwieraj ich dopóki nie krzyknę: “Twoja kolej, Ratinie!”. Będzie pan świadkiem pewnej komicznej sceny!
– To postanowione, lecz przede wszystkim nie oszczędzaj mego głupiego rywala!
– Niech pan będzie spokojny!
I obaj ukryli się.
Widzicie więc, jak wielkie niebezpieczeństwo zagrażało ciągle tej dzielnej rodzinie, tak już doświadczonej! Oni nie domyślali się niczego! Nie wiedzieli, że książę i czarnoksiężnik byli tak blisko! Nie przypuszczali, że za chwilę Gardafour odzyska moc, z której zrobi tak obrzydliwy użytek!
Natomiast wróżka Firmenta, wciąż niespokojna, miała tylko jeden cel: sprawdzić, czy Gardafour nie ukrył się czasem gdzieś za zasłoną, lub pod meblami… Rozglądała się… nie widziała nikogo!
Teraz, kiedy książę Ratin i księżniczka Ratina zamierzali pozostać w tej komnacie, w której byli całkiem sami, wróżka odzyskała spokój.
Nagle, w chwili gdy wróżka zwróciła się do młodych słowami: “Bądźcie szczęśliwi”, otworzyły się gwałtownie boczne drzwi i słychać było wstrząsający wszystkimi, straszny krzyk:
– Jeszcze nie!
Pojawił się Gardafour! Wróżka, widząc, jak magiczna różdżka zadrżała w jego dłoni, zrozumiała, że czarnoksiężnik odzyskał moc. Firmenta nic już nie mogła zrobić dla tej nieszczęsnej rodziny!
Wszyscy zamarli w osłupieniu. Najpierw stali nieruchomo, później stłoczyli się wokół wróżki, stawiając czoła groźnemu Gardafourowi.
– Dobra wróżko, czyżbyś nas opuszczała?! Dobra wróżko, chroń nas!
– Chronić was! – odpowiedział Gardafour. – Firmento! Wyczerpałaś już swoją moc, aby ich uratować, a ja odzyskałem własną w całości, by ich zgubić! Chciałaś walki! Dobrze, ale ty zginiesz w tej walce! Teraz twoja różdżka nic już nie może zrobić, w przeciwieństwie do mojej!
Mówiąc to, potrząsnął nią, zataczając kręgi, a ona zasyczała jak gdyby obdarzona była ponadnaturalną mocą.
Raton i jego rodzina byli bliscy omdlenia. Zrozumieli, że wróżka jest już bezsilna, ponieważ nie może ich obronić, dokonując metamorfozy na wyższy stopień.
– Tak, wróżko Firmento! – krzyknął Gardafour. – Zrobiłaś z nich ludzi! Dobrze, lecz ja uczynię z nich istoty niższego rzędu!
– Łaski! Łaski! – szepnęła Ratina, wyciągając ręce do czarnoksiężnika.
– Nie ma łaski! – krzyknął Gardafour i dodał: – Pierwszy z was, którego dotknę moją różdżką, zostanie zamieniony w odrażającą małpę!
To mówiąc, skierował się w stronę nieszczęśliwej gromadki, która rozpierzchła się, widząc jego ruch.
Gdybyście mogli ich widzieć, miotających się po pokoju, z którego nie było wyjścia, ponieważ drzwi były zamknięte. Ratin ciągnął za sobą Ratinę, nie zważając na niebezpieczeństwo, które mu zagrażało, próbował zasłonić ją własnym ciałem.
Tak! Groziło mu niebezpieczeństwo, gdyż w tym właśnie momencie czarnoksiężnik dodał:
– Co do ciebie, piękny młodzieńcze, Ratina już wkrótce będzie patrzeć na ciebie tylko ze wstrętem!
Na te słowa Ratina rzuciła się w objęcia matki, Ratin zaś schował się przed Gardafourem za wielkimi drzwiami, ten zaś podążał w jego kierunku, krzycząc:
– Twoja kolej, Ratinie!
I zamierzył się na niego różdżką, jakby to była włócznia.
W tym właśnie momencie otworzyły się wielkie drzwi i do komnaty wpadł książę Kissador… i to on otrzymał uderzenie przeznaczone dla młodego Ratina…
Książę Kissador, dotknięty czarodziejską różdżką, przemienił się w paskudnego szympansa!
Wtenczas wpadł w furię! On, tak dumny ze swej fizycznej urody, tak pełen buty i pogardy dla innych, teraz zmieniony został w małpę ze zniekształconą twarzą, z długimi uszami i wystającym pyskiem, ramionami sięgającymi stóp, płaskim nosem, żółtą skórą i wiecznie nastroszoną sierścią!
W pokoju na ścianie było zawieszone lustro. Obejrzał się w nim!… Wydał straszliwy okrzyk. Skoczył na zdumionego swoją bezmyślnością Gardafoura! Chwycił go za szyję i udusił swoimi mocnymi szympansimi ramionami.
Nagle podłoga, jak to bywa we wszystkich bajkach, rozstąpiła się, wydobyły się stamtąd opary i podły Gardafour zniknął wśród wirujących płomieni.
Następnie książę Kissador wybił okno, skoczył przez nie i udał się do pobliskiego lasu na spotkanie ze swymi pobratymcami.