Une fantaisie du docteur Ox Kaprys doktora Oxa
XV
W którym wybucha zakończenie.
Gdy wtem rozległ się huk straszliwej eksplozji. Cała atmosfera otaczająca Quiquendone wyglądała jakby została ogarnięta pożarem. Potężny płomień z fenomenalną żywością wystrzelił jak meteor aż pod samo niebo. Gdyby to stało się w nocy, zapewne łuna byłaby widoczna z odległości dziesięciu mil francuskich.
Całe wojsko Quiquendone, jak jakaś armia kapucynów, zostało rzucone na ziemię… Na szczęście nie było żadnych ofiar. Zaledwie kilka zadrapań i lekkich skaleczeń, ot wszystko. Cukiernik, który w tym momencie jakimś cudem nie zleciał z konia, osmalił sobie tylko piórko od kapelusza i wyszedł z tego bez żadnego szwanku.
Cóż takiego się stało?
Jak się wkrótce dowiedziano – rzecz bardzo prosta: wyleciała w powietrze fabryka gazu. W czasie nieobecności doktora i jego pomocnika popełniono tam prawdopodobnie jakieś niewybaczalne głupstwo. Nie domyślano się, w jaki sposób i dlaczego zamontowano połączenie pomiędzy rezerwuarem zawierającym tlen i drugim zbiornikiem, w którym znajdował się wodór. Z połączenia tych dwóch gazów powstała mieszanina wybuchowa, pod którą przez nieuwagę czy pomyłkę podłożono ogień.
To zdarzenie zmieniło wszystko, lecz, zanim armia podniosła się z ziemi, doktor Ox i jego pomocnik Ygene zniknęli…